uuuu... zaniedbałam, jak zwykle na samym wstępie przeprosze. ;)
co u mnie. a więc zawsze miałam jakieś tam problemy, to jakaś niespełniona  miłość, to przyjaciółki i za każdym razem czułam się tak strasznie nieszczęśliwa do bólu. nigdy nie sądziłam, że jednak może być gorzej. i tu zaczynam historie, która nigdy nie będzie zapomniana w moim życiu.
a więc...
dokładnie 19 kwietnia na turnieju tanecznym "hiphop" poznałam niejakiego Pawła, wszystko pięknie.
zaczął do mnie zagadywać, dzwonić, pisać-praktycznie nie dawał mi zapomnieć o swoim istnieniu, szczerze mówiąc nie miałam nic przeciwko, wiadomo nie był ideałem, ale miał w sobie to "coś" czym przyciągał.
przez około miesiąc nie było dnia kiedy nie gadaliśmy, czułam, że moge gadać z nim o niczym i o wszystkim, gdzieś tam może była bratnia dusza, czułam to, potrafiliśmy gadać pół godziny i nie mieliśmy dość.
z dnia na dzień czułam, że zaczyna mi coraz bardziej zależeć, i zapewne teraz jak to czytacie myślicie, że czułam się najszczęśliwszą osobą na świecie? poniekąd tak.
dla mnie bardzo dużą wagę miało zdanie przyjaciółek, właściwie byłam zależna od ich zdania, głupie prawda? no, ale uczymy się na błędach i już nigdy nie popełnie tego jakiego popełniłam. kontynuując, ten
Paweł miał opinię jako [jak ja ubóstwiam to słowo] 'lovelasek' właściwie wiedziałam od początku o tym dobrze, ale jak to kochana miłość wyrywa się na przekór umysłowi, serce i mózg to nie zgrana para, serce zawsze podpowiada inaczej i racjonalne myślenie również. co do wczesniej wspomnianych przyjaciółek jedna mówiła spróbuj, on na prawdę się stara, to widać! druga powiedziała, że mam być szczęśliwa, i że mam uważać, ale zrobie jak zechce, a trzecia wyśmiała, tzw. ja to tak odebrałam. myślałam sobie, że może właściwie to nie ten, że to przelotne. więc... teraz szok, zrezygnowałam ze szczęścia, dlaczego? bo nie słuchalam siebie, tylko wszystkiego co mówili ludzie dookoła, ta presja otoczenia miała taką siłę, że ja sama zwątpiłam co jest dla mnie lepsze,a co gorsze. wywnioskowując-brak własnego zdania. myślałam o nim coraz więcej i coraz bardziej oduczwałam jego brak, ale to ja sama go odpychałam, mówiłam, że nie mam czasu bo to bo tamto. uciekałam od szczęścia. wkońcu zagadał do mnie stary kumpel i jakoś się zeszliśmy, myślałam, że to bedzie najlepsza ucieczka od uczucia do Pawła, ale myliłam się. nie wiem po co był ten związek bo właściwie byłam z tym 'starym kumplem' dlatego, żeby nie myślec o Pawle, ale on i tak dzwonił, pomimo, że wiedział, że jestem z kimś, jak się nie odezwał jeden dzień, to kompletnie nie mogłam się odnaleść, nie byłam sobą. czułam, że brak mi czegoś, bardzo, bardzo ważnego. jak tlenu do przeżycia. po jakimś czasie ten chory związek zaczął się psuć, to chyba oczywiste, że zaczął się psuć skoro jedna strona, właściwie ja miała kompletnie wyjebane. nie rozumiałam siebie i do teraz nie rozumiem i pewnie nigdy nie zrozumiem dlaczego tak zrobiłam. ten Paweł dostał od taty skuter. wszystko fajnie, ale zapewne nie domyślacie się co ma znaczyć to wtrącenie ze skuterem, a więc miał wypadek...
dzień przed swoim wypadkiem napisał mi, że chce się zmienić dla mnie, że pierwszy raz miał tak, że nie mógł zapomnieć o dziewczynie, i że on czuje, i chce poczekać na mnie, bo wie, że warto.
żeby nie skłamać, bardzo mnie to ucieszyło, czułam, że życie daje mi ostatnia szanse na zmienienie swojego życia.
ale oczywiście niedowierzałam, napisalam, że której to pisze w tym miesiącu? na to on : wiedziałem, że tak zaraagujesz, ale mówie prawdę, ze szczerego serca
żołądek podszedł mi do gardła, autentycznie czułam, musze coś zrobić, że albo teraz, albo nigdy.
miałam napisać mu tego samego dnia wieczorem, albo jutro rano, że koniecznie musimy się spotkać, ale nie zdąrzyłam...
miał wypadek na skuterze, przewieziono go do szpitala w stanie krytycznym. chyba wiecie co czułam jak sie dowiedziałam.
"niesprawiedliwe jest to życie"
ale wiedziałam, że on jest silny poradzi sobie i z tego wyjdzie.
niestety jego stan był tragiczny, uderzył potylicą o droge, bądź krawężnik, naruszona została piramida w mózgu, która była odpowiedzialna pratycznie za wszystko.
walczył o życie jeden dzień.
zmarł 30 czerwca wieczorem.
pisząc to płacze, bo wiem, że już nigdy nie zobacze jego uśmiechu, już nigdy nie będę się z nim wygłupiała na bulwarach, już nigdy nie usłysze jego głosu...
czuję jak serce mi pęka na miliony kawałków

"Jeśli miałabym jeszcze jeden dzień
Powiedziałabym tobie, jak bardzo tęskniłam
Nim odszedłeś
Zrobiłabym wszystko
By dostać jeszcze jedną szansę
By spojrzeć w twoje oczy
I zobaczyć, że odwzajemniasz spojrzenie"

jest mi tak niesamowicie ciężko.
czuję się taka bezsilna, pusta, nie ma go przy mnie i nigdy już nie będzie, z dnia na dzień coraz bardziej tęsknie i coraz bardziej odczuwam jego brak.
z głęboka i cicha nadzieja nadal czekam na sms'a albo na telefon
czytając nasze archiwum ogarnia mnie smutek, rozpacz...
tak go potrzebuje teraz, nie umiem opisać tego co czuję w środku
wypaliło mi moje resztki serca, nie wiem co teraz będzie, nie wiem jak ja sobie wszystko ułoże, wiem, że popełniłam największy błąd w swoim życiu-poddałam się presji otoczenia.
teraz wiem, że nikt nie przeżyje mojego życia za mnie, i że decyzje będę podejmowała już zawsze sama...
miałeś 16 lat, tyle marzeń, planów, o których mi opowiadałeś, że piłka jest dla Ciebie wszystkim...
pamiętam jak obiecałeś, że zabierzez mnie nad morze...
zabija mnie myśl, że wstane jutro i nie usłysze Twojego śmiechu, głosu, że już nigdy Cie nie zobacze, i że już nie zdołam powiedzieć Ci co na prawdę czułam...
wierzę, że jesteś teraz przy mnie duchem, i że pomagasz mi...

20.11.1992 - 30.05.2008
[*]

'Bo bez Ciebie, nie ma mnie...'


 


 


 


 


+ [*]
kochany Braciszku, to już 3 lata kiedy nie ma Ciebie tutaj z nami.

Name:

Komentarze:

24.08.2008, 22:04 :: 78.28.26.180
ja93
malutkaaa nooo :* wiesz, że ja Cię zawsze wysłucham i będę starał się pomóc, nie ;))
:*

20.08.2008, 08:22 :: 77.114.182.197
jaknigdydotad
nie spodziewaam się takiego końcaa tej historii. Niestety życie to nie film i nie wszystko konczy sie happy endem. przykro mi bardzo w zwiazku z tym co się staloo.

sadze ze cokolwiek napisze to i tak malo pomoze . takze trzymaj sie cieplo, przyjmuj kazda odrobinke milosci i żyj wlasnym życiem z wlasnym planem na przyszlość!
a jakby bylo Ci bardzo zle to pisz bez przeszkod! buzioole ;* ;(